Sytuacja Obecna
Po dekadzie od powrotu do Velidy Dolina zyskała tak dobrą sytuację ekonomiczną, że stała się wsparciem dla rozsianych po całym świecie gmin hobbickich (tych oczywiście, które nie powróciły do ojczyzny). Hobbicka enklawa śmiało konkurowała w handlu żywnością z ofirskimi latyfundiami, specjalizując się szczególnie w uprawie warzyw i winorośli.
Sytuacja pogorszyła się nieco, gdy w Dormenos wybudowano eaformator. Hobbici bardzo jasno potępili ten wynalazek, Najwyższy Szomer Velidy wystąpił nawet przed połączonym Senatem, przemawiając przeciwko Nowej Magii. Choć stanowisko hobbitów poparli druidzi, nie wpłynęło ono specjalnie na decyzje senatorów.
Swoje wystąpienie hobbici powtarzali wielokrotnie, także na forum nowo założonego Kongresu Wolnych Narodów, do którego Velida dumnie przystąpiła. Pod wpływem zaostrzającego się sporu wokół kwestii Nowej Magii, Velida jasno określiła swoje stanowisko, stając się jednocześnie centrum ruchu Sairolome (zrzeszenie czcicieli Ei). Od 948 roku na terenie Doliny zostało zakazane używanie Nowej Magii, a korzystanie z zaklęć magii akademickiej bardzo poważnie ograniczone (w praktyce stała się ona nielegalna).
Kataklizm
Dolina Niziołków w niewielkim stopniu została dotknięta skutkami kryzysu geomantycznego. Podobnie jak w całym Ofirze, tak i w Velidzie od lat notowano niesłychanie wysokie plony, choc wyjątkiem był rok 950. Velida ortodoksyjnie podchodziła do zakazu stosowania Nowej Magii i pomimo uczestniczenia w inicjatywie Kongresu Wolnych Narodów konsekwentnie nie zezwalała na jej używanie w swoich granicach. Dzięki temu zresztą Hobbicki Bank Velidy wzmocnił swoją pozycję na rynku jako alternatywa dla KNM, dedykowana dla przeciwników geomancji.
Zapis historii
Utopijna dolina
Hobbici (czyli niziołki) mieszkały niegdyś w Dolinie Velidy, która leży u podnóża gór na zachód od Messyny. Tę piękną, żyzną enklawę otrzymali w zamierzchłych czasach od Messyńczyków, którzy z kolei wygnali stamtąd barbarzyńskie plemię Kymerów, gdyż ci regularnie najeżdżali messyńskie wioski i rabowali ludność. W Velidzie do dziś, gdy dobrze poszukać, znaleźć można relikty tamtych czasów, w podziemiach dzisiejszych gmachów tajemnicze znaki na kamieniach, w środku lasu postawione posągi, reliefy na skałach... Hobbici zupełnie się tym nie przejmowali, z wdzięcznością przyjęli dar i zagospodarowali Velidę tak wspaniale, że stała się ona - bez najmniejszej przesady - niemal najpiękniejszym miejscem na świecie. Południowe i zachodnie stoki gór okazały się wyśmienite do uprawy winorośli i tak Velida zasłynęła z produkcji doskonałych win, z których najlepszą opinią wśród znawców cieszy się wino Arqentiletta o głębokiej, rubinowej barwie.
W Velidzie nałożyły się na siebie dwa czynniki - oto tam, gdzie naturalnie żyzne gleby i wspaniały klimat sprawiają, że wszystko rośnie jak najęte, zamieszkał ludek, który pracowicie i miłością chciał ową ziemię uprawiać i cieszył się ze wszystkiego co rośnie, jednocześnie wspomagając siły natury swoją rolniczą wiedzą. Tak oto Velida w historii Ofiru zasłynęła jako poetycka kraina idylli, szczęścia i gospodarskiego spokoju.
Upadek Velidy
Jak jednak wszystko na tym świecie, tak i idylla Velidy znalazła swój kres. Choć krainę ominęła straszna wojna, późniejsze wydarzenia doprowadziły do wyludnienia Doliny. Kymerowie, których Ofir wypędził z Doliny, przez lata żyli pragnieniem zemsty, podsycanym przez kult ich starożytnej bogini. Gdy wojna w Ofirze rozpętała się na dobre, i gdy Izos, patron Ofirczyków, umarł, a Izofiel, jego potężny Anioł upadł na ziemię, Kymerowie otrzymali swoją szansę. Bogini połączyła się z Aniołem i czekała na właściwy moment. W chwili, gdy pogrążeni w rozpaczy po stracie Izosa ofirczycy, próbowali wskrzesić Izofiela, by odpłacić się Styrii i ich bogni Tavar, za to co uczyniła Izosowi, obudzili go wraz ze złą boginią. Izofiel, duch, który utracił swoje bóstwo, nie panował nad swoją osobowością. Pod wpływem bogini zemsty stał się morderczym narzędziem jej planów, zaś dawne artefakty wojenne, Łzy Izosa, stały się jego bronią. Postanowił uderzyć w Velidę. Bogini kazała swoim wyznawcom najechać niechronioną przez Messynę, całkowicie bezbronną Velidę. Niziołki, ostrzeżone w ostatniej chwili, zebrały prędko to, co miały i opuściły swój dom. Wkrótce potem do Doliny wjechały oddziały Kymerów, w które to uderzyła broń Izofiela. I spaliła Velidę razem z ostatnimi Kymerami. Gdyż to nie zemsty swoich ludzi chciała dokonać bogini, ale zemsty na "swoich" ludziach – nie boginią bowiem była, a starożytnym, złośliwym demonem. Hobbici utraciwszy swoją ukochaną ojczyznę, rozeszli się po świecie, zakładając nowe osady wszędzie tam, gdzie ich przyjęto. Jednak pamięć o winnicach Velidy pozostanie na zawsze w ich pieśniach
Czas wędrówki
Wygnanie z Doliny było wydarzeniem apokaliptycznym w historii niziołków, sama dolina rychło stała się w ich kulturze miejscem mistycznym, legendarnym rajem, do którego nie ma powrotu. Liczne święta i rytuały przypominały o utraconym domu, w każdej hobbickiej osadzie czytano księgi i kultywowano opowieści o Velidzie. Jednak hobbici nigdy nie poprzestawali na wzdychaniu za przeszłością. Wrodzona pracowitość i obrotność znajdywały im przychylność niemal w każdym kraju, do którego zawędrowali. Tym bardziej, że pomaganie sobie nawzajem w latach wygnania było zawsze ich pierwszym przykazaniem, zaraz po tym, które brzmiało "Pamiętaj Velidę!"
Hobbici i wojna
Podczas najazdu Qa hobbici podzielili losy krain w których zamieszkiwali. Faktem było, że niziołki mimo wszystko cieszyły się względami i pewną ochroną ze strony Qa. Podobno miało to coś wspólnego z przywódczynią antyteistycznej organizacji Imperium, Primulą Severeid, którą przez długie lata łączyła osobista przyjaźń z władczynią ludu Qa, Neyestecae. Qa nie krzywdzili niziołków, choć niejednokrotnie budziło to właśnie wrogość sąsiadów i posądzenia o kolaborację. Mimo wszystko hobbici nie mogli zupełnie uniknąć wszystkich niedogodności wojny. Mały lud miał początkowo ogromne problemy z zaakceptowaniem kultu Opiekunów, ze względu na ich zupełnie odmienny od dotychczasowych bogów charakter, jednak z czasem i niziołki potrafią się przystosować do zmian. Nie wyparli się jednak starych świąt, czy tradycji, która łączy wszystkich rozproszonych po świecie.
Zagłada Birki
W 937 r. wyjaśniona została sprawa zagłady miasta. Moc minerałowej bomby, którą zdetonowali Qa w czasie wojny, została powielona i przekształcona przez istotę z Pustki, żądną krzywdy istot żywych. Niewielu dowiedziało się (gdyż sprawę zatajono, aby nie wywoływać wrogości wobec niziołków), że ów demon zwiódł lokalnych hobbitów w jedną społeczność i oszukańczo przedstawił jako opiekun i wspomożyciel. Sprawa miała swój pozytywny aspekt – świat ludzi poznał bliżej hobbickich Oświeconych, mędrców, którzy wiedzieli więcej o istotach z Pustki, zwanych eskhara. Stało się to szczególnie ważne w obliczu licznych wystąpień tych istot w kolejnych latach.
Czas Ciemności
Czas Ciemności wielokrotnie był także dla niziołków tragiczny. Od czasu wybuchu II Wojny o Północ coraz częściej jednak hobbici interesowali się losami krajów, w których mieszkali i angażowali w życie publiczne. Szczególnie wyraźnie widać to było w odradzającej się pod wergundzką protekcją Liryzji, gdzie społeczność hobbicka mimo wrogiego nastawienia ludzi aktywnie dołożyła starań do odbudowy wojennych zniszczeń. Mówi się też, że wielu hobbitów pojawiło się w tajnych stowarzyszeniach i gremiach, siłą rzeczy jednak niezbyt wiele o tym wiadomo.
Powrót do Velidy
W 939 r. reprezentanci gmin hobbickich wynegocjowali z senatorami Messyny ponowną dzierżawę Doliny Velidy. Poprowadzono tam kilka ekspedycji, bowiem Velida po latach zniszczenia stanowiła połać spalonej, zdewastowanej ziemi, porośniętej jedynie cierniem i zamieszkiwanej przez potwory. Kolejne lata miały pokazać, czy wystarczy determinacji hobbickim gminom, by odbudować Velidę z takich zniszczeń.
Misja Izaaka Goldbauma w Velidzie w zimie 939 roku otrzymała poparcie reprezentantów messyńskiego senatu. Co prawda warunki nie były łatwe – Messyna za oddanie hoobitom w dzierżawę wieczystą wypalonej i opustoszałej doliny zażądała 20% plonów rocznie i dodatkowych danin pieniężnych. Warunki zostały przyjęte i wiosną na obrzeżach doliny powstały pierwsze osady.
Wielka powódź
Rok później, w 940 r. przez dolinę przetoczył się potężny żywioł. Gwałtowne roztopy spowodowały osunięcie się zboczy, wzbierająca rzeka zmieniła koryto, wody skumulowały się i potężna fala powodziowa runęła w dół przez Dolinę Velidy, niosąc na równiny tony popiołów i szczątków. Wiosną 940 r. epokowa powódź spowodowała hekatombę w niespodziewającym się niczego mieście. Kamienne uregulowane brzegi tylko spotęgowały siłę żywiołu.
Dla samej Velidy było to jednak odrodzenie. Zniknęła gruba warstwa popiołów, uniemożliwiających odrodzenie się roślinności, a do tego w Dolinie pojawiły się Driady, o których mówiono że są pasterkami drzew. Z całego świata zaczęli wracać także hobbici. Osadnictwu w Velidzie towarzyszył niespotykany urodzaj. Z każdego ziarna wyrastało dziesięć kłosów, w każdym miocie rodziło się trzykrotnie więcej zwierząt, każdej hobbickiej parze rodziły się przynajmniej bliźnięta. Mówiono o błogosławieństwie powracającej Gabony, o magii driad, złośliwi szeptali o tym, że hobbitom służą demony. Same hobbity nie zaprzątały sobie tym głowy, bo pracy było dość i bez tego. Faktem było, że po roku społeczność Velidy ze wzruszeniem i namaszczeniem miała przystąpić do pierwszych zbiorów. I nawet biorąc pod uwagę horrendalne daniny dla Messyny – były to olbrzymie zbiory.
Zaszczytną funkcję Szomera Velidy objął Izaak Blumstein. Jesienią 939 wydał on wielką odezwę, rozesłaną do wszystkich krajów zamieszkiwanych przez hobbity. Tekst ów, nazwany później Pieśnią Powrotu, był wezwaniem do odzyskanego domu.
Hobbici przejęli się bardzo tragedią powodzian, zatem zaproponowały pomoc humanitarną dla pokrzywdzonych i ich rodzin. Zorganizowana została zbiórka żywności dla powodzian przeprowadzona przez hobbitów, którzy tylko tak mogą pomóc, bo sami zbytnio pieniędzy nie mają. Mówiło się też po cichu, że hobbici udzielili schronienia uciekinierom związanym z powstaniem niewolniczym. Nikt tego nie udowodnił, choć oddziały kratistosa kilkakrotnie odwiedzały dolinę. Hobbici zasłaniali się tym, że mogą pomagać przez swoją gościnność strudzonym drogą wędrowcom, nie pytając, skąd pochodzą, żadnego z powstańców w Dolinie jednak nie znaleziono.
Odrodzenie
W autonomicznej Velidzie rozwinęła się i rozkwitła hobbicka kultura. W każdy szósty dzień tygodnia poza ucztą urządzano spotkania społeczności, starsi opowiadali o dawnych czasach, uczono młodych obyczajów, pieśni i praw. Hobbici dążyli także do tego, by Velida była miejscem bez przemocy. Każdy mógł tu znaleźć schronienie. No chyba, że ktoś był ścigany przez prawo, to inne władze mogły wkroczyć na teren Velidy, by takiego delikwenta znaleźć. Nie zezwalano na walki zbrojne, no chyba, że umowne pojedynki, nie zmierzające do śmierci np. pojedynek na twarde bagietki, bo dwóch piekarzy się pokłóciło, albo kochasiów, co walczą o rękę jakiejś dziewczyny.
Spisano także wreszcie prawa hobbickie. Zawsze one były umowne albo ogólnie przyswojone np. jeśli pożyczy się coś bez pytania (ludzie to nazywają kradzieżą), to lepiej to oddać w przeciągu dnia lub trzech. Nowa Velida oznaczała nowe zasady, a hobbici zyskali wreszcie kodeks, dokument, aby oceniać niecne występki. Najgorszą karą/wyrokiem miało być dołączenie do Zwiadowców- jednostki badających dalsze ziemie Velidy, bo nigdy nie wiadomo co może w górach i lasach siedzieć. Jednostka powstała jeszcze, gdy tajemnicza mgła spowijała Velidę, a z takich wypraw mało kto wracał, a już na pewno nie w komplecie.
Hobbici, pamiętając o tym, dzięki komu ziemia znów zaczęła rodzić, starali się o polepszenie kontaktów z driadami, ujmując to w zasadach “Nie tykamy. Nie ingerujemy. Miło witamy. Jeśli chcą jakiejś pomocy, to pomagamy.” Hobbici starali się ograniczyć wycinkę drzew, domy częściej powstawały w formie tradycyjnych ziemianek, drewno jest jak już używane, to do budynków używanych przez całą społeczność, ze względu na rozmiary.
Powstały licznie nowe kaplice i duża świątynia Gabony. Powstał także druidzki Kowen Akacji w miejscu, gdzie ziarno zasiane przez trójkę dzielnych hobbitów i wyrosło na wielką, piękną Akację. Składa się głównie z hobbitów. Podobno istnieje kapliczka wszystkich bogów (taka, gdzie można pomodlić się do każdego boga), która spełnia życzenia. Znajduje się praktycznie przy granicy nizin z górami. Trzeba tylko napisać z czym ma się problem, albo życzenie; być dobrym Hobbitem, a może życzenie się spełni.
Finansowo Velida musiała opierać się na datkach i składkach hobbickich społeczności z całego świata, w każdym razie dopóki ziemia w Velidzie nie zacznie rodzić tyle płodów rolnych, by można było utrzymać się ze sprzedaży jej nadwyżek. Hobbici jednocześnie spłacają dalej podatki “Panu Bazylemu” (senator Bazyli ev Flores, który doprowadził do wydzielenia enklawy dla hobbitów) starając się utrzymać dobre kontakty z nim i całym senatem Messyny. Ponadto hobbity zbierają od każdego 10% dochodów do „Banku Velidy” by zbierać pieniądze na jakieś niespodziewane sytuacja np. zawalenie mostu, lawina błotna, zaraza itp.
Liczebność ludności Velidy wzrastała niemalże wykładniczo, bo wszystkie gminy hobbickie na świecie rozpoczęły wielką akcję powrotu do domu. Jednak nie rezygnowano z już istniejących siedzib, z wypracowanych kontaktów z ludzkimi, krasnoludzkimi i elfickimi społecznościami. Dzięki temu państwo Velidy miało swoich sprzymierzeńców (niektórzy mówili - agentów) w niemal każdym kraju świata.